Spis treści
Sesja narzeczeńska to przede wszystkim ćwiczenie. Wy dowiadujecie się, jak działacie przed aparatem, a fotograf dowiaduje się, kim jesteście — jedno i drugie zwraca się w dniu ślubu, kiedy plener wypada albo w pośpiechu między ceremonią a salą, albo późnym wieczorem po pierwszym tańcu. Miejsce, ubranie i pora roku wynikają dopiero z tego, razem z pytaniem, do czego te zdjęcia będą wam potem potrzebne.
Zdjęcia z takiego terminu pracują długo po nim: na zawiadomieniu o dacie, na waszej stronie ślubnej, w ramce u rodziców. To jest część widoczna i powód, dla którego większość par w ogóle o sesji myśli.
Część niewidoczna jest warta więcej. Para, która była już raz przez godzinę fotografowana, nie potrzebuje w dniu ślubu rozbiegu, a fotograf nie zgaduje, co u was działa. Ten tekst opisuje obie połowy: co ten termin daje i jak go przygotować, żeby rzeczywiście to dał.
Co ta sesja naprawdę daje
Stanie przed aparatem jest umiejętnością i prawie nikt jej nie ma. Plener w dniu ślubu owszem jest — tylko wypada w jednym z dwóch najgorszych możliwych momentów. Albo w wąskim oknie między ceremonią a salą, kiedy goście już czekają, a obiad stygnie. Albo późnym wieczorem, po pierwszym tańcu, kiedy oboje jesteście po kilkunastu godzinach na nogach. To nie jest dobra chwila na to, żeby po raz pierwszy w życiu zastanawiać się, co zrobić z rękami.
Sesja narzeczeńska wyjmuje tę pracę z tamtego dnia — bez publiczności i bez zegara. Po pierwszych kilku minutach u prawie każdej pary dzieje się to samo: ramiona opadają, śmiech robi się prawdziwy, a aparat przestaje być przedmiotem, na który się reaguje. To rozgrzewanie jest w dniu ślubu najdroższą częścią pleneru — kto ma je za sobą, zaczyna drugi termin tam, gdzie skończył pierwszy.
Druga połowa jest rzadziej omawiana: fotograf poznaje was. Kto prowadzi, a kto czeka. Kto na słowo „rozluźnijcie się” natychmiast sztywnieje, a kto potrzebuje zadania, żeby wyglądać naturalnie. Po której stronie każde z was staje, kiedy nikt was nie ustawia. Czy okulary odbijają światło, jak duża jest różnica wzrostu, co was naprawdę śmieszy, a co wygląda tylko na uprzejmość. Nic z tego nie stoi w mailu z zapytaniem, a razem decyduje o tym, czy w dniu ślubu ktoś fotografuje was, czy jakąś parę.
Jest jeszcze trzeci efekt, nieromantyczny i trudny do zastąpienia: dowiadujecie się, jak się z tą osobą pracuje, dopóki zmiana zdania jest jeszcze możliwa. Jeśli ton nie pasuje, jest to jeden niewygodny wieczór kilka miesięcy przed ślubem, a nie jeden niewygodny dzień w samym środku.
W dniu ślubu wszystko musi wyjść za pierwszym razem. Sesja jest po to, żeby nauczyć się tego bez pośpiechu.
Jak przebiega taki termin
Sesja zaczyna się przed sesją. W rozmowie wcześniej ustalacie dwie rzeczy: gdzie powstają zdjęcia i do czego są wam potrzebne. Druga brzmi drugorzędnie, a nie jest — zdjęcie, na którym mają potem stanąć dwa imiona i data, potrzebuje w kadrze spokojnej powierzchni, a ta powstaje przy naciskaniu spustu albo wcale.
Na miejscu typowa jest godzina, często z jedną krótką zmianą scenerii. Początek u wszystkich wygląda tak samo, czyli niezręcznie. Doświadczeni fotografowie to zakładają i zaczynają od najprostszego: idziecie, rozmawiacie, zatrzymujecie się. Pozowania jest przy tym niewiele. Zamiast tego dostajecie polecenia, które wyzwalają czynność, a nie pozycję — przejdźcie tą alejką i rozmawiajcie o czymkolwiek, zatrzymajcie się i spójrzcie na siebie, opowiedzcie sobie nawzajem, jak oświadczyny wyglądały z waszej strony. Fotografowana jest reakcja, nie polecenie.
Potem następuje dłuższa część. Wybór i obróbka należą do fotografa, a wy dostajecie wybór, nie wszystko. Więcej zdjęć to nie lepszy wynik, tylko więcej sortowania dla was.
Cztery rzeczy warto ustalić przed podpisaniem umowy, bo zaskakująco rzadko stoją w ofercie same z siebie:
- Liczba i rozdzielczość. Ile obrobionych zdjęć dostajecie i czy w pełnej rozdzielczości. W chwili, w której cokolwiek idzie do druku, to jest ta jedna istotna linijka.
- Zakres licencji. Prawa autorskie zostają u fotografa, a wy dostajecie licencję — i w polskim prawie autorskim liczy się wyłącznie to, co jest w niej wypisane. Umowa obejmuje tylko te pola eksploatacji, które wyraźnie wymieniono, więc druk, przekazanie zdjęć rodzinie i publikacja na własnej stronie to trzy osobne pozycje, a nie jedna. Licencja, w której nie podano okresu, wygasa po pięciu latach. A jeśli ma być wyłączna, wymaga formy pisemnej.
- Zgodę na wizerunek w drugą stronę. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby, która jest na zdjęciu, więc to wy zgadzacie się albo nie zgadzacie na to, żeby wasze kadry trafiły do portfolio i na profile fotografa. Warto określić zakres i czas — a jeśli nie chcecie tam trafić, powiedzieć to przed sesją, a nie po niej.
- Termin rezerwowy na złą pogodę. Kto decyduje, do kiedy i gdzie leży termin zastępczy. Bez tej jednej ustalonej rzeczy przy całodniowym deszczu wybieracie między przemoczoną sesją a przepadłym honorarium.
Jedno pytanie skraca całą tę rozmowę: czego potrzebujecie od nas, żeby ten termin się udał? Odpowiedzi wracają konkretniejsze, niż się spodziewacie, i oszczędzają rundę dopytywania mailem.
Koszt liczcie zawsze lokalnie. Samodzielna sesja narzeczeńska mieści się w Polsce zwykle między 500 a 1500 zł, a sesja wyjazdowa bywa droższa. Zanim jednak zaczniecie porównywać oferty, sprawdźcie umowę, którą już macie: całodniowy reportaż ślubny kosztuje przeciętnie kilka tysięcy złotych i bardzo wielu fotografów dorzuca do takiego pakietu sesję narzeczeńską jako dodatek. Sesja wliczona to zupełnie inna decyzja niż sesja kupowana osobno.
Miejsce waży więcej niż tło
Wybór miejsca opiera się na dwóch kryteriach i piękno nie jest żadnym z nich. Po pierwsze, musicie umieć się tam zapomnieć; para, która czuje się obserwowana, wygląda dokładnie tak na każdym kadrze. Po drugie, miejsce powinno coś dla was znaczyć. Podwórko, na którym się poznaliście, dzielnica, w której mieszkacie, trasa, którą chodzicie w każdą niedzielę — takie miejsca same dostarczają rozmowy, z której sesja żyje.
To, jak jest tłoczno, rozstrzyga pewniej niż to, jak jest ładnie. Popularny park albo bulwary nad rzeką w niedzielne popołudnie należą w tych godzinach do wszystkich innych; to samo miejsce w środowy wieczór należy do was. Gdzie macie wybór, bierzcie miejsce nieefektowne o cichej porze zamiast efektownego o pełnej.
Część miejsc wymaga zgody, a stawki bywają bardzo konkretne. Tatrzański Park Narodowy wydaje na sesje ślubne i rodzinne zezwolenie dyrektora i pobiera za nie 250 zł brutto za jeden dzień zdjęciowy; zezwolenie zwalnia parę i fotografa z opłat za wstęp do parku, ale schodzenie ze szlaku i dron pozostają zakazane. Ogrody botaniczne mają własne cenniki — w Powsinie pod Warszawą jest to rzędu dwustu złotych za sesję, w Łodzi kilkaset złotych za każdą rozpoczętą godzinę. Muzea z ogrodami, takie jak Łazienki Królewskie, wymagają wcześniejszego wniosku o zgodę, składanego mailem albo w recepcji. Zwykły park miejski najczęściej nie wymaga niczego, dopóki nie blokujecie przejścia.
Ustalcie, kto pyta. Wielu fotografów zna zasady w swoim regionie, ale nikt nie czuje się za to pytanie odpowiedzialny automatycznie, a w pierwszym tygodniu załatwia się je znacznie łatwiej niż w ostatnim.
Co do pory roku obowiązuje reguła wbrew instynktowi: pełnia lata jest najtrudniejsza. Twarde światło, upał, oblegane miejsca. Wiosna i złota polska jesień są łatwiejsze, zima jest efektowna i bardzo krótka. W każdej porze roku użyteczne okno leży w tym samym miejscu, czyli w ostatniej godzinie przed zachodem słońca — tylko że w Warszawie ta godzina w połowie grudnia kończy się jeszcze przed wpół do czwartej po południu, a pod koniec czerwca zaczyna się dopiero po dwudziestej. To większa różnica, niż się parom wydaje, i to ona po cichu decyduje, które dni tygodnia w ogóle wchodzą w grę. Ustawcie termin wokół tej godziny, a nie wokół swojego kalendarza.
Jedna praktyczna rzecz wychodzi zwykle dopiero na miejscu: do miejsca trzeba dojść w tym, co się ma na sobie. Kwadrans po mokrej polnej drodze zmienia to, w jakim stanie się dociera — a pierwsze zdjęcia z natury rzeczy powstają na początku.
Powiązane artykuły
Ubranie: dopasowanie zamiast kompletu
Ubranie decyduje o zdjęciach bardziej niż jakakolwiek poza i stoi za tym powód techniczny: kolor odbija światło. Jaskrawa czerwień albo neon kładzie swój ton na skórze i twarzy — również na twarzy drugiego z was, gdy tylko staniecie blisko siebie. Czerń robi coś odwrotnego i połyka strukturę, co w miękkim wieczornym świetle szybko wygląda twardo.
Działa uzgodnienie bez identyczności. Dwie rzeczy z tej samej rodziny kolorów, różne w tonie i materiale, dają spokojny obraz. Pełny komplet daje kostium. Napisy, duże logo i mocne wzory odpadają z trzeźwego powodu: w rozmiarze zaproszenia zostaje z nich tylko wzór, a za dwa lata datują zdjęcie dokładniej niż jakakolwiek data.
Weźcie rzeczy, które już nosiliście. Nowa koszula pierwszego dnia leży inaczej, nowe buty zmieniają chód i jedno i drugie widać. Drugi zestaw ma sens tylko wtedy, gdy na miejscu jest gdzie się przebrać — inaczej zmiana kosztuje dokładnie ten czas, w którym właśnie się rozluźniliście.
Dwa szczegóły umykają regularnie. Jeśli pierścionek ma być na zdjęciu, to na zdjęciu są dłonie, ze wszystkim, co się z tym wiąże. A kto nosi okulary, niech powie o tym wcześniej: odbicia da się ominąć przy fotografowaniu, później już tylko z wysiłkiem.
Sukni i garnituru ślubnego na ten termin nie zabieracie — nie z powodu starego przesądu, tylko dlatego, że w Polsce zdjęcia w ślubnych ubraniach mają już swój własny termin. Plener robi się albo w dniu ślubu, albo kilka dni po nim, i to drugie zwykle dlatego, że wypożyczona suknia ma wyznaczoną datę zwrotu. Sesja narzeczeńska w sukni nie daje więc żadnych własnych zdjęć, tylko wcześniejszą wersję pleneru — czyli dokładnie tego, do czego miała was przygotować.
Do czego te zdjęcia są potem potrzebne
Po sesji zdjęcia mają trzy stałe adresy i każdy z nich stawia kadrowi inne wymaganie.
- Zawiadomienie o dacie. Niesie mało informacji i dużo wolnej powierzchni, więc jedno zdjęcie utrzyma całą kartkę. W Polsce save the date nie jest obowiązkowym krokiem — ma sens głównie wtedy, gdy część gości jedzie z daleka albo z zagranicy, albo gdy bierzecie ślub w szczycie sezonu.
- Zaproszenie. Jego się czyta, a nie ogląda. Zdjęcie leży tam lepiej z tyłu albo w środku niż obok wszystkich danych, które muszą się zgadzać. Pamiętajcie przy tym, że sporą część zaproszeń wręcza się u nas osobiście — a więc ktoś ogląda to zdjęcie przy was.
- Strona ślubna. Potrzebuje najszerszego kadru z całej trójki, bo nagłówek strony leży poziomo, a motyw na kartce stoi pionowo. Kto powie o tym wcześniej, dostanie jedno i drugie z tego samego terminu.
Wynika z tego kolejność, którą wiele par ustawia za późno. Termin nie wypada według nastroju, tylko wstecz od pierwszego druku: wysyłka, przed nią skład i druk, przed tym wasz wybór, przed tym czas obróbki u fotografa, przed tym sama sesja. W polskim kalendarzu zawiadomienie o dacie wychodzi zwykle na pół roku do roku przed ślubem, zaproszenia trzy do czterech miesięcy przed, a w pełni sezonu wcześniej, cztery do sześciu; termin potwierdzenia obecności wypada zwykle cztery do sześciu tygodni przed ślubem. Przejdźcie ten łańcuch raz wstecz, a regularnie wyjdzie wam termin wcześniejszy, niż myśleliście — i pora roku, której byście nie wybrali.
Powiedzcie też, jakich formatów potrzebujecie. Zdjęcie ze spokojną powierzchnią w lewym górnym rogu to inny kadr niż ten sam motyw wypełniający całość, a ta powierzchnia powstaje w kompozycji, nie później. Gotowe zdjęcia trzymajcie tam, gdzie powstaje wasza własna strona ślubna — przy składzie kartek będziecie je mieli pod ręką.
Efekt uboczny jest tym, którego prawie nikt nie planuje, i tym, który widać najdłużej: jeden zestaw zdjęć nadaje wszystkiemu, co przyjdzie potem, ten sam charakter pisma. Zawiadomienie, strona, zaproszenie i później podziękowania wyglądają na należące do siebie, choć nikt nie potrzebował do tego koncepcji graficznej.
Sesja narzeczeńska zwraca się dwa razy: zdjęciami, które i tak są wam potrzebne, i rozgrzewką, która dzięki temu nie musi się już odbywać w dniu ślubu. Policzcie wstecz od wysyłki pierwszych kartek — ten jeden termin ustawia od razu porę roku, miejsce i ubranie. A zanim cokolwiek zamówicie osobno, sprawdźcie pakiet, który już macie; sesja bardzo często w nim jest.
Planujesz ślub swoich marzeń?
Stwórz własną stronę weselną w kilka minut – z funkcją RSVP, galerią zdjęć i nie tylko.